Cześć ponownie dzisiaj, postanowiłam napisać pierwszą część opowiadania, aczkolwiek mi się po prostu nudzi. Zapraszam do lektury :)
- Och, chcę już wakacje!- powiedziała na głos Ewa, otoczona grupką przyjaciół.
- A kto nie! Jejku, mieliśmy dzisiaj po lekcjach zrobić spotkanie klubu, a my co!- krzyknęła przestraszona Oliwia, którą nazywali Sztuczka, ze względu na jej oryginalne nazwisko.
- Racja. Jeszcze nie wszystko stracone.-powiedziała rozradowana Kaja, ponieważ był to ostatni dzień szkoły, a oni podeszli do tablicy ogłoszeń na przedostatniej przerwie.
-Hej! Mówiłam Wam, nie wszystko stracone!- wskazała palcem na karteczkę, gdzie małym druczkiem napisane było '5b- zwolnienie z 6 lekcji'- Chodźcie, nie traćmy czasu!
I wybiegli na zaludnione boisko, ponieważ tam odbywała się przerwa, a oni- jak zwykle- spędzali ją tam, gdzie zakazane. Zbiegli z zielonego terenu dalej, gdzie znajdywało się ich miejsce spotkań. Dominik usiadł na swoim kamieniu, Ewa na płocie podobnie jak Sztuczka, Kaja wlazła kawałek na drzewo, a reszta usadowiła się tam, gdzie było miejsce.
Na początku był lekki gwar, ponieważ parę osób poszło do pobliskiego sklepu po lody, ponieważ upał nie dawał za wygraną. Wszyscy poczekali, aż skończy się przerwa i wszyscy wrócą ze sklepów i zaczęło się wszystko. Poczuli lekki chłód, nastała ciemność.
-C-c-c-o się dzieje?- wyjąkała przestraszona Agnieszka.
Nagle, ujrzeli wielką, czarną postać sunącą ku nim. Sztuczka okazała zdrowy rozum, zeskoczyła z płotu i krzyknęła:
- Eksperto patronum!
Ku zdumieniu wszystkich, zaklęcie podziałało, chociaż uczyli się go poprzez zabawę i z różdżki wyskoczył mały, biały królik. Przegonił dementora, a oni poczuli przypływ gorąca i znowu zimna. Chwilę później, nie wiadomo skąd znaleźli się w pociągu do Hogwartu. Zdali sobie sprawę, że zamiast listu, przybył po nich dementor, jednocześnie przyspieszając czas. Kaja niepewnie wyjrzała z przedziału, spojrzała w górę. Były tam ich rzeczy, dodatkowo schludnie zapakowane w kolorowe torby. Gdy zorientowali się, że jadą do Hogwartu, nadal lekko oszołomieni, przerażeni, ale i szczęśliwi usiedli.
- Jak to się stało?- zapytała Ewa niepewnym głosem.
- Nie mam pojęcia- rzekł Michał- ten dementor musiał być jakoś zaczarowany, aby nas tutaj ściągnąć...
- Wiecie, coś sobie uświadomiłam...- powiedziała lekko rozmarzonym głosem Kaja- Skoro jedziemy do Hogwartu- teraz jakby ochłonęła- to nie mieliśmy wakacji! Och, dlaczego!
- Kaja, ty zawsze widzisz szklankę do połowy pustą, a nie pełną- pewnym głosem stwierdził Dominik.- Spójrzcie na to z drugiej strony- jedziemy do Szkoły Magii i Czarodziejstwa! Zawsze o tym marzyliśmy! A Wy gadacie o straconych wakacjach, och...
- Chyba powinniśmy się przebrać- rzuciła Ewa.
Wszyscy pokręcili potwierdzająco głowami, a Martyna i Julia zaproponowały, że przyniosą szaty. Po chwili wróciły zmachane, ponieważ szaty były dość ciężkie.
- Czy nie ma zaklęcia zmniejszającego wagę danego obiektu?!- krzyknęła oburzona Julia.
- Obawiamy się, że nie- powiedziała chichocąc Agnieszka.
Przebrali się i po paru minutach ujrzeli w oblanych deszczem oknach zarysy zamku. Ewa z przyzwyczajenia sięgnęła do kieszeni po telefon, aby sprawdzić godzinę, ale zamiast niego w kieszeni siedziała różdżka, najprawdziwsza różdżka i parę pasztecików dyniowych. Wszyscy poszli jej śladem, a sięgnąwszy do kieszeni napotkali na podobne przedmioty, jakie znalazła Ewa. W ostatniej chwili, przyjechała pani z wielką tacą słodyczy, cała spocona i zdyszana.:
- Przepraszam, strasznie przepraszam, że tego tak mało i opóźnienia, ale przez tą całą W.S.Z.A.'ę pani Hermiony Weasley, skrzaty zaczęły się buntować i przestały wytwarzać słodycze! Och, przykro mi...
Jako, że każdy z nich znalazł parę galeonów w kieszeniach, kupili trochę słodyczy i zmierzali już, aby wyjść z peronu. Po wyjściu, ujrzeli Hagrida wołającego 'pirszoroczni, do mnie pirszoroczni'. Tak, to był najprawdziwszy Hagrid. Podbiegli blisko niego i patrzyli się z ciekawością. Natomiast Hagrid, gdy ich zauważył zagarnął ręką małą grupkę przyjaciół i szepnął.:
- Witajcie, witajcie. Przepraszam w imieniu moim i innych za tego dementora, ale listem za długo by trwało, zresztą co by powiedzieli Wasi rodzice! Ach, Wasi rodzice to mugole, tak?
Wszyscy przytaknęli lekko zdziwieni, bo nie myśleli tak o swoich rodzicach.
- Cholibka, pospieszmy się, zaraz zacznie się ceremonia przydziału!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz