Hejka :3 Jakoś nie mam ochoty dawać Wam żadnych ciekawostek, ponieważ ostatnio usunęłam dużo rzeczy, głównie zdjęć z Internetu i nie chcę ponownie tego 'zawalać' innymi dokumentami. Dlatego też, dostaniecie nową część opowiadania. Zapraszam ;3
Nazajutrz Julia obudziła się pierwsza. Wstała i ubrała się, obudziła Martynę i resztę, ponieważ mieli pogadać na osobności, sami Ci, którzy przybyli tak naprawdę przypadkowo. A może to nie był przypadek..?
Dziewczyny lekko oszołomione wstały i narzuciły na siebie szaty czarodziejów. Kaja zauważyła, że na jej parapecie przy oknie, siedziała sówka. Najwyraźniej wróciła już, zmachana, bo jednak droga jest długa z Hogwartu do Polski... I tak, że tak bardzo szybko wróciła, powiedziała Agnieszka. Kaja wyjęła z klatki sowy przysmaki tych zwierząt i dała je sówce, głaszcząc ją. Delikatnie odwiązała liścik, który napisany był na zwykłym papierze, a zwierzę wleciało do klatki i zasnęło zmachane. Dziewczyna zaczęła czytać na głos.:
Drogie dzieci!
Jestem bardzo ciekawa, jakim cudem dostaliście się do Hogwartu, bo ja, jak i większość osób nie wierzyło w istnienie tej szkoły. No, ale cieszę się, że żyjecie. Ilu Was tam jest? Powiadomiłam już mamę Ewy, Oliwii, Agnieszki, Julii i Martyny wiedząc, że z pewnością były z Wami. Możecie pisać do mnie o wszystkim, a ja mogę przekazać ewentualne informacje Waszym rodzicom. No, cóż mogę jeszcze napisać... Piękna sowa, czyja ona jest? Och, bardzo przestraszyłam się, gdy po północy zaczęła stukać dziobkiem w moje okno. Trochę się jej bałam na początku, ale jakoś, można powiedzieć, że się zaprzyjaźniłyśmy.
Nie mogę się doczekać Bożego Narodzenia, kiedy się spotkamy. Mama Kai.
- Musimy to przeczytać chłopakom!- krzyknęła Kaja.
- Spokojnie, znając ich jeszcze śpią- powiedziała spokojnie Martyna.- Zawsze możemy ich powiadomić przy śniadaniu... Och, nie chce mi się jeszcze jeść, a Wam?
- Właśnie, śniadanie!- rzekła głośno Ewa- Idziemy!
- Och, Ewa, przecież nie wiemy jak tam dojść... W sumie, pójdziemy za innymi, chodźcie!- Agnieszka powiedziała dość rozkazująco.
Wyszły z sypialni, a w pokoju wspólnym spotkały chłopaków. Właśnie chcieli wyjść na śniadanie, ale nie wiedzieli którędy. Dziewczyny zaproponowały im, aby poszli z nimi, idąc śladem starszych uczniów. Rozmawiając głośno, Agnieszka zdała sobie z czegoś sprawę.
- Hej! Przecież nie wzięliśmy kartek z wypisanym planem zajęć!
- Spokojnie, nad wszystkim panuję- powiedziała Kaja.- Po śniadaniu pójdziemy do wieży Gryffindoru i każdy weźmie plan. Dobrze?
- No okej...
Weszli do Wielkiej Sali, siadając przy stole gryfonów. Jedzenie już na nich czekało. Nakładali sobie wszystko, rozmawiając i Kaja przypomniała sobie o liście. Na szczęście czekał w kieszeni szaty. Wyjęła go i podsunęła pod rękę Wiktora, bo z chłopaków siedział najbliżej.
- Co to?- zapytał.
- List od mojej mamy. Przeczytajcie go sobie i oddajcie mi najpóźniej pod koniec dnia- powiedziała Kaja uśmiechając się i zagryzając grzankę z dżemem.
- Okej- zgodziło się paru chłopaków.
Po śniadaniu zaczęli pędzić na górę, do wieży Gryffindoru po plany zajęć. Na szczęście parę się zostało i jakoś się podzielili. Zapakowali potrzebne przybory do toreb i zeszli, a raczej zbiegli na dół, na historię magii, którą mieli pierwszą. Podeszli pod salę, ale wszyscy byli już w środku. Ostrożnie zapukali, po czym weszli do środka. Kolejna niespodzianka: czekał na nich Flitwick, najprawdziwszy. Większość osób już nie miała wątpliwości: musieli oni zażywać coś w rodzaju 'eliksiru życia' lub coś na nieśmiertelność. Profesor nawet nie zauważył, że przybyli, jak pewnie nie zauważył ich nieobecności. Usiedli w tylnych ławkach, bardzo cichutko wyciągając książki, pióra, pergaminy i atrament. W pewnym momencie Flictwick wstał i zaczął opowiadać jakiś bardzo męczący i nudny dialog o tematyce właściwego zachowywania się na jego lekcjach. Nawet się nie spostrzegli i nastał koniec lekcji.
Było ładnie, dlatego też przerwy między lekcjami odbywały się na błoniach. Przyjaciele postanowili zapytać Hagrida, dlaczego to właśnie oni, małe dzieci z Polski zostały wybrane jako uczniowie Hogwartu, dodatkowo w tak nietypowy sposób. Normalnie, przyszli 'mieszkańcy' szkoły otrzymywali list.
Szli w stronę chatki Hagrida. Rozmawiali na temat Harry'ego Potter'a... Może skoro są czarodziejami, to może poznają kiedyś Potter'a i jego przyjaciół, kto wie..?
Zapukali do wielkich, dębowych drzwi. Usłyszeli szczekanie Kła, przez co się przestraszyli. Hagrid otworzył im drzwi i gdy tylko ich zobaczył, rozpromieniał uśmiechem. Zaprosił ich do środka i zaczął parzyć herbatę, postawił na stole parę ciastek. Z filmów i książek o Harry'm Potter'ze wszyscy wiedzieli coś o wyrobach Hagrida, dlatego grzecznie podziękowali. Usiedli w dość wygodnych, staroświeckich fotelach, koloru ciemno beżowego. Agnieszka postanowiła odważyć się coś powiedzieć.
- Hagridzie... Mogę o coś zapytać?- zapytała niepewnie.
- Jasne, jasne. Pewnie jesteście ciekawi, dlaczego tu jesteście? Cholibka, profesor Ollin długo myślała, jak Was tu ściągnąć, ponieważ zauważyła swoim tajnym sposobem Wasze umiejętności. Och, przepraszam, chciałaś o coś zapytać...
- Tak, właśnie o to... Hagridzie, nie wiesz nic o tym sposobie, tym tajnym?
- Och, nawet gdybym wiedział, to zabroniono mi wyjawiać takie tajemnice...
- Szkoda... Znałeś Harry'ego, Hermionę i Rona, prawda?- teraz odezwała się Sztuczka.
- Ach, Harry'ego Potter'a, Hermionę Granger i Rona Weasleya? Pewnie, że znałem! Mam z nimi nawet niezły kontakt. Kiedyś możemy się umówić na spotkanie z nimi, chcecie? Chętnie bym ich zobaczył, nie widziałem ich od tylu lat...
- Hagridzie, nie chcę nic mówić, ale...- Ewa urwała.- Woda się gotuje.
- A tak, jasne.
Gawędzili sobie tak przez całą przerwę. Później poszli na lekcje, na których nie było nic szczególnie ciekawego. Wieczorem poszli na kolację i usiedli dość zmęczeni dniem w pokoju wspólnym Gryffindoru. Kaja przypomniała sobie o liście.
- Dominik, wiesz może gdzie Wiktor czy inni mają list?
- A tak, dał mi go, poczekaj.- wyjął kawałek kartki z kieszeni i wręczył Kai.- Napisz mamie w liście, czy mogłaby powiadomić też moją mamę.
- Okej.- Kaja wstała i udała się do sypialni dziewcząt, gdzie jak szalona latała sówka dziewczyny.
Wzięła kawałek pergaminu i napisała:
Droga mamo!
Wszyscy Cię pozdrawiamy i pozdrawiamy tam wszystkich. Dominik, jak i pewnie reszta chcieliby, aby ich mamy też wiedziały, że żyją. Z nami są: ja, Ewa, Sztuczka, Agnieszka, Julia, Martyna, Ewcia, Weronika, Dominik, Wiktor, Hubert, Michał, Mierzwa, Natalia, Jasiu... i to chyba wszyscy, mam nadzieję, że nikogo nie przeoczyłam. Mamo, zawiadom ich rodziców o naszym pobycie w Hogwarcie, proszę.
Sowa jest moja i na razie nie mam pojęcia jak ją nazwać. Może po prostu Sówka? Mało oryginalne, ale nic innego mi nie przychodzi do głowy...
Mamo, poznaliśmy Hagrida, profesor Minerwę McGonagall i profesora Flictwicka! Dyrektorką szkoły jest profesor Katie Ollin, wydaje się miła, ale też nie aż za miła jak profesor Umbridge z Zakonu Feniksa, ta różowa.
Sówka przybyła do nas rano, widocznie bardzo szybko leciała z Polski. Och, bardzo długo odpoczywała i dużo jadła i piła. Mamo, nie odsyłaj jej od razu do Nas, miej ją trochę w domu.
Kończę już, zaraz chyba pójdę do łóżka, jestem śpiąca...
Kaja i reszta, Hogwart
Przyczepiła pergamin do nóżki Sówki, poklepała ją po dziobku i dała znak, że może lecieć. Patrzyła za nią w ciemność, dopóki nie zniknęła w mroku.
Dzisiaj taki dłuższy kawałek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz