sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 6: Parę nieznaczących tygodni i nowina

 Na początku przeproszę za wczorajszą nieobecność, ale cóż, to był tylko jeden dzień :)



 Parę kolejnych tygodni, z których w końcu złożył się miesiąc szybko minęły. Nauczyciele przestali dawać 'wolne' i zaczęli zadawać masę zadań domowych. Ku zdziwieniu przyjaciół, dokładnie po miesiącu okna ponownie się otworzyły. Przy odrabianiu lekcji, Natalia rzuciła:
 - Czy to nie dziwne, serio, z tymi oknami? Profesor McGonagall powinna coś zrobić, jak dla mnie...
 - A co McGonnagal może zrobić, że ktoś otwiera okna?- przerwał niegrzecznie Wiktor.
 - Ale nawałnica tych zadań, co?- zmieniła temat Ewa.
 - Taak, a ja dodatkowo zapisałam się na mugoloznastwo- powiedziała Agnieszka
 - A na co Ci mugoloznastwo? Przez prawie dwanaście lat przekonani byliśmy, że jesteśmy mugolami... A tu proszę, znamy ich bardziej niż my siebie na wzajem- dodał rzeczowo Hubert, który właśnie pochłonięty był pisaniem wypracowania na transmutację.
 Później w grobowej ciszy odrabiali lekcje. Kaja wstała po jakiejś godzinie, podeszła do pierwszych tablicy ogłoszeń i przyglądała się przez chwilę, a potem podbiegła uradowana i prawie krzyknęła:
 - Na piętnastego października mamy zaplanowany wypad do Hogsmeade! Uczniowie pierwszych i drugich klas mogą iść i nie muszą mieć pozwolenia!
 Zapadła cisza, a po chwili podniecone szepty. Ewa już otwierała buzię, aby coś powiedzieć, ale Kaja przerwała jej.
- Zaczekajcie, tu jest coś jeszcze!- przejechała drżącym palcem po tablicy.- Tak, och, to takie znakomite! Hm, hm...
 - Powiesz nam, do jasnej ciasnej, co jest takie niesamowite?!- powiedziała Julia podenerwowana kładąc nacisk na każde słowo.
 - Och, tak, przepraszam...- odchrząknęła i zaczęła czytać na głos.:
 "Dnia pierwszego listopada odbędzie się wybieranie nowej drużyny quidittch'a Gryffindor'u. Chętnych prosimy o stawienie się na boisku pierwszego listopada z miotłą, małymi umiejętnościami i dobrymi chęciami, podpisano: Prof. McGonagall"
 Przestała czytać i szybko wybiegła do sypialni. Wzięła sowę i napisała na pergaminie.:
"Proszę o wybranie mi jakiejś dobrej miotły i przysłanie jej, dodatkowo dopłacę przez moją sowę. Dołączam pieniądze, niestety nie mogę się stawić na miejscu, Kaja, Gryffindor. Do: Ulica Pokątna, sklep z miotłami"
 Wyjaśniła Sówce na ucho:
 - Słuchaj, musisz lecieć aż do Londynu na Pokątną, wręczyć ten list- tu pokazała sowie kawałek pergaminu, jak gdyby nie wiedziała, po co leci- i poczekać, co babka, albo facet powie. Żegnaj, Sówko, nie siedź tam długo.
 Patrzyła jak sowa odlatuje, kiedy dopiero w myślach uświadomiła sobie, że dopiero co przyleciała, a ona nie dała jej nawet jedzenia... Z nadzieją, że coś zjadła, poszła do pokoju wspólnego.
 - Co zrobiłaś, że tak wybiegłaś?
 - Zamówiłam miotłę, mam nadzieję, że to będzie Błyskawica- odpowiedziała Kaja lekko znudzonym głosem, ziewając.
 Wszyscy wybiegli jak fala do sowiarni zamówić miotły, a dziewczyna została prawie sama w dormitorium.



 Trochę krótko, ale zawsze coś xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz