Cześć :) Zastanawiam się, czy nie założyć bloga o mnie (miałam już takiego, ale na nim nie pisałam i jakoś tak go usunęłam). Co Wy na to? No nie wiem, znając mnie to za chwilę będzie "mam nowego bloga, spójrzcie!"... Och, najpierw sobie zaplanuję co tam będę pisać i ewentualnie co jaki czas i jakoś zadbać o choć małe zainteresowanie blogiem. Dobra, bo odbiegłam mocno od tematu...
Rano Kaję obudził chłodny powiew z okna. Powoli otworzyła oczy, bo myślała, że Sówka już przyleciała. Nie, to było niemożliwe, bo napisała mamie, żeby ją przetrzymała trochę w domu. Zobaczyła, że okno było otwarte na oścież, a z pokoju wspólnego dobiegały głośne rozmowy, a później, że w sypialni nie ma nikogo poza nią. Wstała, ubrała się szybko, odwiedziła toaletę i szybkim krokiem poszła do pokoju wspólnego martwiąc się, że coś ją ominie. Byli wszyscy, siedzieli wygodnie na fotelach wspominając różne momenty z Harry'ego Potter'a. Kaja cicho usiadła na fotelu obok Sztuczki. Przez chwilę wsłuchiwała się w rozmowę o tematyce trzeciej części Potter'a, kiedy to Harry pokonał paru dementorów. Po paru minutach jej ciszy rzuciła:
- Hmm... Nie zaprzeczę, że rozmowy, o których rozmawiacie są nieciekawe, ale zastanawiam się... Hm... Jakby to powiedzieć... Czy nie musimy iść na śniadanie?
Wszyscy zdziwili się, że siedzi w pokoju, bo dopiero co ją zauważyli. Wybuchnęli śmiechem, bo miała bardzo poważny i dość ironiczny ton, niczym Snape za życia. Agnieszka powiedziała:
- Spokojnie, jest dopiero piąta nad ranem.
- Piąta?!- krzyknęła Kaja.- Od której Wy tu siedzicie?!
- Ach, ledwo co wstaliśmy- powiedział Hubert.- Wiesz, jakoś tak nasze okna zostały jakimś cudem otwarte i wszyscy się pobudzili... Na początku rozmyślaliśmy co to mogło być, ale przeszło do opowieści o Harry'm.
- No... Pierwsze co mi przyszło na myśl to dementory, dlatego rozmawialiśmy o Więźniu Azkabanu- rzekła Ewa.
- Ale czy dementory potrafią tak wysoko szybować? Zresztą: teraz, tutaj w Hogwarcie?- powiedziała rzeczowo Sztuczka, a Wiktor pokręcił głową co najwyraźniej mówiło 'no racja, racja...'.
Do godziny siódmej rozmyślali nad tym, co otworzyło okno. Jako, że byli dość przestraszeni całą sytuacją, starali się jakoś ubarwić sprawę wymyślając coraz to śmieszne historie. Później zeszli razem na śniadanie, a Julia niezdarnie prawie wpadła na fałszywy stopień, ale już znali drogę do Wielkiej Sali. Usiedli wygonie przy innych gryfonach, kiedy na stołach pojawiły się smakowite dania. Jajka na twardo, na miękko, na bekonie, smażone, jajecznica, tosty i tym podobne. Wszyscy nakładali sobie jedzenie, kiedy górne okna się otworzyły i wleciały sowy. Nad głową Sztuczki przeleciała maleńka sówka płomykówka, z trudem unosząc wielką gazetę 'Prorok Codzienny', zataczając jeszcze parę kółek z radości i upuściła ją koło Sztuczki. Ta zaś złapała szybko magazyn, otworzyła i zaczęła gorączkowo przeszukiwać strony. Znalazła tam tylko parę 'pilnych' informacji z Ministerstwa Magii, jakieś ciekawostki o magicznych zwierzętach i to by było na tyle. Odłożyła gazetę i jadła dalej, a wszyscy inni patrzyli na nią z ciekawością.
- Czo no?- powiedziała z pełnymi ustami, a gdy przełknęła, dokończyła.- Chcę być na bieżąco... No ej, jesteśmy w nowym świecie, nie wiemy co i jak się dzieje!- krzyknęła.
Wszyscy przyznali rację kręcąc potwierdzająco głowami.
- Dobrze, dobrze, nie denerwuj się, wiemy...
Po śniadaniu mieli pierwszą lekcję z Hagridem, której co nieco byli ciekawi, ale jednak trochę się bali. Szli przez błonia, ale przypomnieli sobie, że tę lekcję, jak i lekcję eliksirów, którą również będą dzisiaj mieli, mają razem z odwiecznymi wrogami gryfonów, ślizgonami. Pochodzą oni z domu Slytherin. Mieli nadzieję, że jakoś się dogadają i, że nie spotkają takiego Malfoya...
- Cześć... ee... Dzisiaj przerobimy hipogryfy. Eee... Jak może ee.. wiecie, są one bezpieczne do ee.. czasu, gdy ich nie ee... obrazimy, o. Przepraszam, że eee.. się tak zacinam, ale eee... trochę się denerwuję. No więc eee... Musicie do nich podejść i się ee.. ukłonić do nich e. I jeżeli Was ee zaakceptują co możecie podejść i je eee.. pogłaskać po głowie, a jeżeli nie zaakceptuje, to zwiwajcie! No dobrze, kto na początek?- wyrecytował Hagrid i trochę się przy tym spocił.
Nikt nie wyszedł na środek. Hagrid wybrał Martynę.
- No, może Ty, choć, nie bój się...
Martyna niepewnie podeszła do hipogryfa. Ukłoniła się grzecznie, a hipogryf jakby obwąchał ją po głowie przyjaźnie. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, ostrożne pogłaskała zwierzę po łebku, a ono wydało dźwięk podobny do mruczenia kota. Zanim się spostrzegła, Hagrid wsadził ją na hipogryfa, a ta jęknęła z przerażenia i po chwili znalazła się w powietrzu. Poczuła chłód równy temu, gdy rano tajemniczo otworzyło się okno. Leciała nad Zakazanym Lasem i w dole ujrzała dementora. Przestraszyła się i złapała mocniej hipogryfa, ale nie za mocno, bo wiedziała jak te zwierzęta reagują na coś, co im nie pasuje. Przelecieli ponad murami Hogwartu, zatoczyli koło i wylądowali niedaleko grupki uczniów Hagrida. Hagrid zdjął ją z grzbietu hipogryfa i zapytał dziarskim tonem:
- No, ktoś jeszcze chętny?
Wiecie co, tyle na dziś, bo jakoś zaczynają mnie trochę boleć oczy ze zmęczenia. Papa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz